Refleksje po zaprzysiężeniu
Kilka moich refleksji po wczorajszym ślubowaniu prezydenta Karola Nawrockiego.
1. Siedziałem bardzo blisko, więc szczególnie uderzył mnie rozdźwięk między uśmiechem (sztucznym, wyćwiczonym), a ostrym wzrokiem i mową ciała. Nawet bez większej krytyki to piszę, wiem, że PR-owcy każą się uśmiechać. A że nie każdy ma naturalnie uśmiechniętą twarz (ja też nie mam), więc czasem realizacja tego zalecenia tak wygląda.
2. Było bez zaskoczenia – przewidywalnie i konfrontacyjnie. Odrzucenie faktu, że wygrana była minimalna i połowa Polaków ma inne poglądy. Mówienie do „swoich”.
3. Trochę chodziłem wczoraj wokół Sejmu. Zjechało się z całej Polski mnóstwo osób. Oni uważają, że wybór Nawrockiego to coś dobrego dla Polski z takim samym przekonaniem, jak my sądzimy, że to coś niezmiernie złego. I bynajmniej ich nie krytykuję. Tylko stwierdzam, ze tego się nie poskleja. Obyśmy się nie pozabijali…
4. I od rana miałem refleksję nt. umorzenia ścigania przestępstw… Nie do końca rozumiem tę ideę… Pewnie chodzi o to, żeby nie kazać wymiarowi sprawiedliwości zajmować się zdarzeniami sprzed wielu, wielu lat, ale… Osoby pełniące najwyższe funkcje w kraju nie powinny mieć nie ocenionych przez sąd, bardzo poważnych, poważnie udokumentowanych (wręcz oczywistych, jak kłamstwo w akcie notarialnym) zarzutów…